Sferado Pomaga Rodzinie w Potrzebie

0
279
Ręce splecione razem
To nowoczesna technologia. Przystosuje się do Twojego kształtu ciała. | fot.: materiał partnera zewnętrznego

Materac Sferado i Historia Moniki

Monika była piękną młodą dziewczyną. Długie rude włosy 175 cm wzrostu i wielkie zielone oczy sprawiały, że nie było chłopaka, który by się za nią nie obejrzał. Z Pawłem byli już od blisko 4 lat. Pierwsze niepewne kroki rozpoczęły się już w III gimnazjum. Gdy wracając ze szkoły chwytali się za ręce. Teraz kończąc szkołę średnią nikt nie miał już wątpliwości. Ta dwójka była dla siebie stworzona.

To był ich pierwszy wspólny wyjazd na wakacje. Fakt czasem, gdy rodzicie wyjeżdżali do miasta przyjeżdżali po cichu do siebie, ale teraz w nagrodę za doskonałe wyniki matur mogli jechać na tydzień razem nad morze. Ich rodzice nie wbrew pozorom dość szybko wyrazili zgodę na te eskapadę. Młodzi byli zbyt ambitni, by przekreślić swoją przyszłość nieprzewidzianym wybrykiem, zresztą byli już pełnoletni. A sama trasa do Międzyzdrojów to ledwie 200km.

200 kilometrów z Kostrzyna nie jest problemem, zwłaszcza gdy prowadzi się nowoczesny samochód. Paweł nie miał wprawdzie zbyt dużego doświadczenie za kierownicą, jeśli chodzi o lata praktyki, ale gdy wziąć pod uwagę kilometry, mógł pochwalić się już kilkunastoma tysiącami wyjeżdżonymi po całej Polsce, gdy w weekendy prowadził samochód jeżdżąc w firmie kurierskiej swojego ojca.

Pech chce, że nawet najbardziej uważny, doświadczony kierowca nie ma wpływu na zachowanie innych uczestników ruchu. Kierowca tira, zagapił się i wjechał na skrzyżowanie na czerwony. Paweł nawet nie poczuł, gdy rozpędzony tir uderzył w osobówkę licealistów. Mocne szarpnięcie, przerwany rdzeń kręgowy i rozerwana przeciążeniem śledziona. Monika miała więcej szczęścia. Tir pchał osobówkę jeszcze parę metrów by w końcu zatrzymać się razem z nią na drzewie.

Gdy Monika otwarła oczy nie czuła zbyt dużo. Leżała w dużej białej Sali, w której tylko w niektórych widać było drobne przebłyski jasnej zieleni, starej pamiętającej jeszcze lata PRL-u farby. Kątem oka zarejestrowała jeszcze tylko jakąś aparaturę, potem znów zrobiło się ciemno.
Kolejny przebłysk świadomości był już dłuższy. Nastolatka zdała sobie sprawę, że jest w szpitalu.
Kolejne godziny upłynęły na nieprzemiennej utracie i powrocie przytomności.
Dopiero następnego dnia około południa Monika doszła do siebie na tyle by móc rozeznać się w sytuacji.

Dziewczynie na początku wydawało się, że ma szczęście. Nie pamiętała samego wypadku, ale była całkowicie pewna, że takowy miał miejsce. Pamiętała pisk opon i trąbienie ciężarówki, potem ciemność i szpitalna sala. Wystarczyło dodać dwa do dwóch i otrzymaliśmy rozwiązanie tej zagadki.
Jedynym problem, kładącym się rysą na tym rozumowaniu był brak bólu. Monikę nie bolało absolutnie nic. Było to trochę dziwne, zwłaszcza że oczami wyobraźni widziała wbijający się w ich samochód TIRa. Wszystko jednak szybko dało się wytłumaczyć za pośrednictwem silnych leków przeciwbólowych. Nastolatka nigdy nie brała narkotyków, ale pomyślała, że właśnie tak musi działać morfina czy inne silne opiaty.
Monikę z zamyślenia wyrwała mucha, która siadła jej na policzku. Szybki ruch ręką, by ją zgonić, mucha siedzi dalej, zmiana ręki mucha nadal chodzi po policzku. Próba obrócenia się, ruszenia nogą… nic się zmienia.

Rok później

Monika patrzyła się w sufit i kontemplowała kasetony. Nie było to jej ulubione zajęcie, ale do cholery co mogła robić innego. W momencie, gdy nie potrafisz nawet poruszać szyją jedyne co Ci zostaje to patrzenie w ten paskudny sufit. Mogła co prawda zawołać matkę, by obróciła ją jakoś, ale nie chciała tego robić.

Tym co nie pozwalało Monice wezwać pomocy był marazm i depresja. Na początku, gdy dowiedziała się, że została praktycznie warzywem bez szans na poprawę, chciała popełnić samobójstwo. Niestety nawet tego nie była w stanie zrobić. Nie możesz przestać oddychać od tak, a zrobienie czegokolwiek ze swoim ciałem po prostu nie wchodziło w grę, bo niby jak.

Owszem zawsze mogła głodować. Próbowała nawet tego. Efekty były niestety co najmniej słabe.
„Zawsze jest nadzieja, musisz tylko w nią mocno wierzyć, medycyna stale się rozwija”, „Pamiętaj moje dziecko, że samobójstwo to grzech śmiertelny, grzech najcięższy przeciw Bożej woli. Bo tylko Bóg może dać i odebrać życie. On zaś najwyraźniej ma w stosunku do Ciebie plan, jeśli Cię tak doświadcza”. Monika miała dość, kilka sesji z psychologiem i lokalnym proboszczem zmieniło jej podejście do życia. Nie dlatego że znalazła wiarę. Tylko dlatego że miała ich dość, dość ich moralizatorskich bredni.
Wreszcie o odstąpieniu od głodówki przesądziły słowa mamy. „Nie zostawisz nas, nie chcesz jeść normalnie, to będziemy cię karmić dożylnie. Nie umrzesz rozumiesz”.

Boże narodzenie

Monika lubiła święta. Był to okres, w którym jej rodzice przygotowywali wiele potraw świątecznych, w tym makówki, wprowadzone do menu przez jej tatę, pochodzącego z Opolszczyzny. Monika zakochała się w ich smaku już jako dziecko, a teraz, to właśnie jedzenie i zmysł smaku był jednym z nielicznych, który mógł dać przyjemność sparaliżowanej nastolatce.
Święta to jednak nie tylko i wyłącznie radość z jedzenia. To również bardzo niezręczna sytuacja z prezentami. Bo co można kupić nastolatce, która nie potrafi ruszyć nawet małym palcem u nogi?

Co kupujemy Monice? – Zapytał Marian swojej żony. „Znowu pidżamę, przecież wiesz jak ona ich nie lubi. Może jakąś kolekcję filmów na DVD?”

– słaby pomysł, a kto jej te filmy będzie puszczać. Nie ma nas przecież w domu przez pół dnia. Zresztą widzisz jak z nią jest teraz, apatia nie chce nic. Ona nam gaśnie w oczach.

-to nie wiem. Nowy materac?

-Materac?

-Tak chodzi mi o takie specjalne, dla ludzi sparaliżowanych. Są wyjątkowo miękkie, dobrze przylegają do ciała dzięki czemu nie powodują odleżyn. Poza tym coś tam jest niby ze srebrem i to pomaga, bo bakterie i grzyby się nie namnażają.

-Może to nie takie głupie. Jak to się nazywa?

Sferado, czy jakoś tak. Zadzwoń do nich i zamów.

W tym roku pod choinką obok kilku standardowych paczek znalazł się ogromny worek. Monikę przełożono na wózek inwalidzki i wprowadzono do pokoju z drzewkiem. Nastolatkę w nos uderzył mocny świerkowy zapach. Zamiast radości na twarzy pojawiły się jednak łzy. Na myśl przyszedł las, leśne ścieżki i dróżki po których uwielbiała jeździć rowerem, po których szalała ze swoim chłopakiem… a terach co. Tylko te cztery kąty i żadnych perspektyw.

Po prezentach sprawionych sobie wzajemnie przez rodziców pozostał pod choinką już tylko ów ogromny duży worek, który został wręczony Monice. Wręczony to właściwie było zbyt wiele powiedziane. Jej mama stojąc przed nią na wprost zaczęła go odpakowywać, tak by dziewczyna mogła wszystko zobaczyć. Po chwili z worka wyłonił się materac z wielkim napisem Sferado

-a co to ma być? – zapytała Monika z najbardziej ironicznym spojrzeniem, jakie w tamtej chwili mogła sprawić rodzicom.

– to nowy materac dla Ciebie. -Ojciec nie tracił fasonu – wyprodukowała go firma Sferado. To nowoczesna technologia, specjalnie dla takich jak Ty. Przystosuje się do Twojego kształtu ciała, będzie Ci się na nim dobrze leżeć.

-Tak? – ironizowała dalej Monika- a jak nie to co, przecież z niego nie zejdę. Niezmiennie miejsca, nie obrócę się nawet na ten cholerny bok by było mi wygodniej. A Wy myślicie, że jakiś głupi materac potrafi rozwiązać problem- Dziewczyna nie wytrzymała.

-Kochanie po prostu spróbuj- błagalnie przerwała jej matka- myślisz, że my nie widzimy, jak się męczysz.

Chwilę później Monice zrobiło się głupio. Nawrzeszczała na rodziców, a materac… Materac naprawdę spełniał swoją rolę. Oprócz niego Monika otrzymała jeszcze specjalną poduszkę. Stara zaś wylądowała obok ukochanego misia dziewczyny, na półce na łóżkiem.

Sferado faktycznie spełniało swoją rolę. Monice wydawało się, że leci. Materac idealnie przyległ do ciała, ale nie powodował żadnego nacisku. Był praktycznie nie wyczuwalny. Zresztą w jego budowie było coś takiego, że był zimny, przewiewny, nie kleił się tak do skóry jak ten wcześniejszy. Był faktycznie wyjątkowy pomyślała Monika.


Materiał partnera zewnętrznego